Witam!.
Nerwica lękowa jest też inaczej zwana fobią społeczną, fobią lękową, socjofobią. Ale to tylko nazwa. Najgorsze są jej objawy i towarzyszące temu odczucia. Nie będę Wam wpisywała tu regułki, którą możecie sami znaleźć w internecie, chociażby w wikipedii, wpisując poszczególne nazwy.
Kiedy uczęszczałam na terapie dowiedziałam się jak wysoki jest mój poziom lęku. Pani psycholog pokazując rękoma przedstawiła mi szalę, na której mogłam zobaczyć lęk racjonalny, naturalnie występujący u większości osób podczas nagłych niebezpieczeństw oraz ten mój, przejmujący, silny, nagły wielokrotnie nieadekwatny do danych sytuacji. To był początek informacji i zmierzenia się z własnym strachem, który jest ze mną niemalże codziennie, który zawładnął mym ciałem, który nie pozwala poczuć mi się normalnie. Objawy i odczucia towarzyszące nagłym atakom lękowym są u mnie zmienne. Wszystko zależy od sytuacji, mojego ogólnego samopoczucia, miejsca, ludzi wokół mnie. I kilka lat temu czyli z początkiem nerwicy były one silniejsze niż są obecnie. Miewałam również bardzo silne ataki, które nazywałam atakami/napadami lęku, one bodajże nazywane się atakami paniki. Wracając do objawów...one zanikały na jakiś czas, łagodniały, pojawiały się nowe, niektóre się zmieniały w nieco inny objaw.
Chciałam podzielić się z Wami swoimi objawami występującymi na przełomie wielu lat mojej choroby. Te objawy postaram się wypisać wszystkie ale może zdarzyć się, że o którymś po prostu zapomniałam. Doszłam do wniosku pewnego dnia, że mnie trzymały się chyba wszystkie możliwe objawy. A co to oznacza? To jak silny był/jest lęk, jak duży problem emocjonalny mam/miałam ze sobą.
A oto objawy:
- pocenie się - tu występowały zimne i gorące poty na zmianę, czasem towarzyszyły im silne dreszcze, nadal nadmiernie się pocę ale perspiblock załatwia sprawę;
- drżenia - zazwyczaj rąk i nóg;, te drżenia to takie trzęsące się ręce i nogi, a i kilka razy zdarzyły mi się silne drżenia głowy;
- zawroty głowy - czasem zdarzały się bardzo silne, nie pozwalały mi wtedy nawet na wstanie z łóżka;
- bóle brzucha - to był nieustający objaw, towarzyszący mi codziennie, bóle nasilały się przed wyjściem, przed przyjściem gości, załatwianiem ważnych spraw
- ból, kołatanie, ściski, ukłucia, pieczenie serca - to też kiedyś był częsty objaw i bardzo mnie męczący, wielokrotnie miałam uczucie jakby jakiś głaz leżał na moim sercu albo jak by ktoś wbijał w nie szpilki, czasem jakby zwalniało jego bicie albo nadmiernie przyspieszało, w pewnym momencie bóle serca były tak silne, że utrudniały mi oddychanie, schylanie się, funkcjonowanie jednak kardiolog nic nie stwierdził, dziś to rzadkość, sa raczej łagodne w wyniku silniejszego stresu;
- świąd skóry, pieczenie, zaczerwienienie, uczulenie - swędzenie skóry w wyniku stresogennych sytuacji bywa męczące bo skóra cały czas swędzi albo na całym ciele albo co chwilę zmieniając sobie miejsce, dziś nadal występuje ale łagodnie i sporadycznie, kilka razy w wyniku stresu pojawiło się kilku-dniowe uczulenie, czasem nawet dosłownie kilku-godzinne ;
- objawy napięciowe - jest to odczucie nagłego napięcia mięśni, nerwów, odczuwalne jest zazwyczaj w kręgosłupie ale i na całym ciele, pojawia się w nagle w sytuacjach krytycznych, lękowych kiedy czuję już, że lęk mną zawładnął;
- tężenie/drżenie mięśni, tiki nerwowe - kiedyś było silne, może drżeć mięsień w oku, nodze, pośladku, wszędzie, pojawiały się nagle, były strasznie męczące;
- mrowienie - dla mnie to jedno z najgorszych odczuć bo jak pojawia się mrowienie to może zaraz nastąpić drętwienie, mrowienie zazwyczaj atakuje koniuszki palców u dłoni i stóp w sytuacjach bardzo dla mnie stresujących, lękowych, kiedyś miewałam tak silne mrowienia, że atakowały mi całe ręce, wyginało mi palce, łapało całe ciało powodując drętwienie rąk, nóg, organów;
- gula w gardle - uczucie dosłownie guli, kluchy w gardle, występują problemy z połykaniem;
- drętwienie - drętwienie u mnie występowało bardzo silne, atakowało ręce, nogi a nawet organy wewnętrzne, nie doprowadziło mnie to nigdy do omdleń;
- problemy z mową - początkowo miałam problemy z wysławianiem się albo mówiłam zbyt cicho, nie mogłam poskładać słów, zdań, mówiłam niezrozumiale;
- słowotok - nadmierne gadanie, tak radziłam sobie z nadmiernym stresem, często plotłam trzy po trzy, bez większego sensu;
- biegunka - no niestety to się zdarzało, biegunki częste i męczące, po kilkanaście razy dziennie, zazwyczaj przed wyjściem lub w miejscach dla mnie stresogennych, występowały również problemy odwrotne czyli problemy z wypróżnianiem się;
- wymioty - towarzyszyły mi zawsze przy silnych atakach/napadach paniki;
- chodzące bóle - bóle chodzące po ciele, w nogach, barku, plecach, szyi, rękach, no niemalże wszędzie, pojawiały się kiedy chciały, w różnych momentach i miejscach, czasem były chwilowe i łagodne czasem trwały dłużej i były naprawdę mocno bolesne, że np. nie mogłam podnieść się z łóżka;
- bezsenność i płytki sen - takie "spanie" było spowodowane np. strachem, że coś mi się stanie, zbyt silnymi emocjami, przezywaniem czegoś, ale też takim zmęczeniem;
- duszności - no one też były codzienne, męczące, prawie nie mogłam oddychać, przy atakach były najmocniejsze;
- niemożność chodzenia - tak, taki stan u mnie również występował, po prostu nogi nie mogły się ruszyć a dokładniej stopy, wstępował w nie jakiś paraliż, trwało to chwile lub do kilkunastu minut;
- częstomocz -
- suchość w gardle -
- uczucie "zrobienia" pod siebie - to było dla mnie jednym z gorszych objawów, ciągle tym się stresowałam, nosiłam torebki tzw. listonoszki, pełno chusteczek ze sobą, ciągle miałam wrażenie, że zwyczajnie pod siebie sikam (jeśli gdzieś akurat siedziałam), miałam nawet wrażenie, że tam mam mokro, to było strasznie takie upokarzające;
- problem z jedzeniem wśród ludzi - nie byłam w stanie przełknąć nic przy innych, odpadały posiłki w miejscach publicznych, w większym gronie lub przy gościach, zaraz trzęsły mi się ręce albo odechciewało mi się jeść;
- bardziej widoczne żyły na wewnętrznej stronie dłoni - hmm to objaw dosyć dziwny, który pojawił się nagle i teraz jest już ze mną, zazwyczaj pojawia się kiedy pod wpływem jakichś sytuacji stresogennych robi mi się zimno, z różnych rozmów z innymi nerwicowcami wiem, że u innych pojawia się w podobnych sytuacjach;
Jeśli to czytacie to tez pamiętajcie, że nie zawsze dany objaw musi się pojawić, że musi to być nerwicowe. Jest wiele różnych chorób, schorzeń, które mogą objawiać się podobnie. Warto zawsze zasięgnąć opinii lekarskiej. Sama byłam wielokrotnie badana, np. u kardiologa, robiono mi często ekg, usg, badanie krwi, moczu, sprawdzano mi tarczycę. Jednak u mnie wszystkie badania wychodziły dobrze.
Silne ataki/napady lękowe, napady/ataki paniki.
Nie miałam ich od około 2-3 lat i całe szczęście bo bardzo się ich boję. Jesteście ciekawi jak wyglądają i co im towarzyszy? Przede wszystkim czuje się wtedy ogromną bezsilność, bezradność, rozpacz, ból fizyczny i psychiczny. Cały proces, przebieg takiego napadu jest mocno wyczerpujący. U mnie trwał on różnie bo najpierw on się rozkręca, pomału atakuje aż wybucha z ogromną siłą wprowadzając mnie w przerażenie, panikę. Mam wrażenie , że to jest nie do opisania. Aż widzę siebie z tamtego okresu i mam ciarki na plecach. A wygląda to dosyć niewinnie bo u mnie zaczynało to się od drżenia oka (zazwyczaj), czułam wtedy straszny i nagły niepokój, nie mogłam nigdy znaleźć sobie miejsca przez co chodziłam w kółko po domu. I zawsze wiedziałam, że coś się zaraz wydarzy. Nie wiem dlaczego, po prostu to czułam. łapało mrowienie rąk, nóg, automatycznie robiłam szybkie zaciskania w piąstki po czym otwierałam dłonie - miałam wrażenie, że to mi pomagało, wydłużało proces drętwienia. No i na zmianę zimne i gorące poty. Trzęsłam się. Pojawiały się wymioty, na zmianę z biegunką. Szybkie bicie serca, niekiedy silne bóle kręgosłupa przez, które nie mogłam się ruszać. Kiedy mrowienie dopadło już całe ręce automatycznie powodowało to wygięcie się palców na zewnątrz i brak czucia/ruchu bo nie mogłam nimi poruszać. Musze mieć wtedy kogoś przy sobie ponieważ nie jestem w stanie sama dojść do łazienki czy nawet zdjąć ubrań. Zawsze w takich sytuacjach sięgałam po tabletki na uspokojenie, które miały również działanie nasenne (przepisane przez lekarza), niestety nawet duże dawki nie działały wtedy na mnie. No i najgorszym było drętwienie. Kompletny brak czucia w rękach, nogach, łapało również organy, dochodziło do przełyku. Tak to odczuwałam, w takiej kolejności to szło czyli od dołu. Czasem wykrzywiało mi usta i nie mogłam nic powiedzieć. Pomoc lekarska zawsze była mi potrzebna. Kończyło to się wizytą na pogotowiu, silnymi lekami, zastrzykami, raz kroplówką.
Nigdy nie zemdlałam z powodu w/w objawów ale zwyczajnie się ich boję. Mimo, że część z nich złagodniała, z niektórymi nauczyłam się pracować (nie reagować na nie) to jednak przysparzają mi wiele problemów. Nie czuję się z nimi komfortowo. Często z ich powodu rezygnuję z prostych czynności, z zakupów, ze spaceru, ze spotkań w gronie rodzinnym. Z ich powodu nie jestem aktywna zawodowo - nie pracuję. Lęki spowodowały moje zamknięcie się przed światem i życie w czterech ścianach.
Pozdrawiam
Dziewczyna z lękami
-