Wczoraj było ciężko. Rano wstałam, ogarnęłam się jak co dzień ale popołudnie przyniosło kryzys. Wróciły znowu wspomnienia i tak okropnie poczułam tamten ból. Łzy wielkie jak grochy spływały po moich policzkach. Nie potrafiłam z siebie nic wydobyć - krzyku, wypowiadanych słów, nic. Tylko sam płacz i ten wielki, straszny ból... Nienawidzę go czuć, nienawidzę tego bólu bo on jest tak bolesny, tak raniący... Widziałam w głowie wydarzenia z gwałtu, widziałam ich - oprawców, śnieg, las, ubrania, w których wtedy byłam i jak leżałam skulona w łóżku kiedy dotarłam do domu. Widziałam w sobie ból i przerażenie ale też nieświadomość samego wydarzenia. Tak jakbym wiedziała, że coś złego się stało ale nie do końca wiedziałabym co. Wiem, że to powróciły uczucia z tamtego wydarzenia i wiem, że powinnam je "przetrawić" by w końcu zaznać ukojenia ale nie mam na to siły. Wraz z nimi przyszła myśl o śmierci. O tym, że nie mam sił na dalszą walkę ale nie mam też sił na to by siebie zabić. Wiem, że ukochany będzie cierpiał. On i tak cierpi kiedy widzi mnie w takim stanie bo wie, że sama cierpię ale nie umie mi pomóc. Przytula, mówi, że kocha ale mam ochotę wtedy krzyknąć "zostaw mnie!" i odejść z jego życia na zawsze.
Dziś rano wyjeżdżał do pracy jak w każdy poniedziałek a ja zostaję na tydzień sama. Nie wiem już sama czy faktycznie wtedy jakoś sobie daję radę czy ja nakładam maskę i tylko udaję. Nie lubię tych dni bo wtedy mnie nie ma - tak się czuję. Sprzątam, gotuję, często zmuszając się do tego ale nie chce mi się wtedy żyć. Wczoraj kiedy leżeliśmy już oboje w łóżku płakałam na myśl, że mogłabym go stracić gdybym umarła. To było dziwne uczucie, takiej mocnej miłości. Odczuwam je co jakiś czas tak silnie, tak mocno. Czy to uczucie pomoże mi wytrwać i przetrwać te najgorsze dni? Czy miłość sprawi, że się wydostanę w końcu z tego gówna?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz