Wyszukiwarka

piątek, 29 maja 2015

Ból...


Ból, ból, ból...
Czuję, że wpadam w depresję. Moje niechcenie robienia czegokolwiek nie jest żadnym lenistwem a unikaniem funkcjonowania, życia. Nie dlatego, że tak wygodniej ale dlatego, że nie mam siły dźwigać tego wszystkiego. Jestem wypompowana przez przeszłość, wspomnienia. Nawet zaczęłam unikać odczuwania chowając się przed nimi w kolejnym nałogu, którym tym razem jest internet. Siedzę przed kompem całymi dniami. Zmuszam się do gotowania mimo, że lubię to robić. Nie chce mi się ścielać łóżka bo najchętniej bym z niego nie wychodziła. Aż w końcu nie chce mi się o siebie zadbać bo i tak nie warto, bo nie mam znajomych, nie wychodzę do ludzi, bo i tak jestem gruba i beznadziejna. Wróciło uczucie beznadziejności i bylejakości.
Wyciągnęłam wczoraj książkę, którą odłożyłam jakiś czas temu ze względu na niemoc, którą odczuwałam. Postanowiłam znowu zawalczyć o siebie. Ile to ja mam takich dni, okresów walki i nie walki. Lepszych i gorszych. Mimo wszystko nadal uważam, że pomysł ze zdjęciem maski i przestania udawaniem przed matką, że nasze relacje są ok jest dobry i mam zamiar wdrażać go w życie. 
Postanowiłam również wziąć się za swoje ciało. Wczoraj pierwszy dzień ćwiczeń. Chciałabym w nich wytrwać bo wiem, że tylko wtedy pojawią się efekty. Wiem, że za 2 miesiące mogłabym wyglądać lepiej, szczuplej, zrzucić ten zbędny balast, poczuć się lepiej, mieć więcej siły a i przełożyłoby to się na zdrowie. Mam dosyć swojego ciała, figury. Byłam przez wiele lat szczupła, ważyłam ok.50 kg a teraz moja waga sięga niemalże 80kg :( Wkurzam się na siebie i jeszcze bardziej tyję. Czuję, że zawodzę samą siebie. Nie partnera, nie kogoś innego. Tylko siebie. I mam wrażenie, że wyglądem przypominam swoją matkę, coraz bardziej. I znowu się nienawidzę bo tak chcę być od niej inna, zupełnie inna. Ech, znowu powracam do tematu matki, w słowach i myślach...




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz