Wyszukiwarka

wtorek, 8 lipca 2014

Relacje z matką

Witam!


Moje relacje z matką są bardzo skomplikowane i dla mnie trudne. Jeszcze sobie tego wszystkiego nie poukładałam w głowie. Nadal jest to świeże i często bolesne. Wiem, że potrzebuję czasu i wiem, że wyprowadzka od niej była bardzo dobrym krokiem jaki zrobiłam w kierunku uleczenia siebie. 

Jako mała dziewczynka chciałam być taka jak moja mama - piękna, wspaniała, kobieca. Kochałam ją. Była dla mnie wszystkim. Przecież się mną opiekowała. Dawała jeść, prała ubrania, myła mnie i robiła jeszcze wiele innych czynności jakie powinna wykonywać matka. I to tyle. Potem był strach o nią, o jej bezpieczeństwo. Bałam się, że mój ojciec zrobi jej straszną krzywdę, że ją zabije. Ciągły strach o własną matkę. To nie powinno tak wyglądać. Pamiętam też uczucia niezrozumienia. Teraz wiem, że matka uciekała od nas. Była osobą niestałą w uczuciach do nas. Raz jakby nas kochała a zaraz byliśmy jej obojętni. Któregoś dnia wyprowadziła się. Wiedziałam, że robiła to dla własnego dobra aby ojciec jej nie krzywdził więcej ale z drugiej strony nie rozumiałam dlaczego nie wzięła nas ze sobą. Dlaczego nie chciała nas przy sobie? Nie starała się byśmy byli z nią. Ciągle mówiła do mnie "laleczko" - nienawidziłam tego. A jednak uciekłam do niej. Nikt nie miał nic przeciwko. Ojciec się nie sprzeciwiał a matka nie była jakoś specjalnie szczęśliwa. Potem pamiętam już tylko co raz bardziej pogarszające się relacje między nami. Byłyśmy od siebie daleko. Nie było z jej strony zrozumienia, akceptacji, miłości. Porównywała mnie z innymi. Nie wierzyła mi, nie ufała. Okłamywała mnie. Miała za nic moje słowa, moje uczucia. Nie uczyła mnie nigdy jak żyć, jak spełniać marzenia, jak się realizować. Nie uczyła nawet gotować. Ciągłe wymagania, zakazy i nakazy ale też obojętność wobec mnie przeplatana jakąś dziwną niechęcią. Chyba zawsze miała do mnie żal o to jak potoczyło się jej własne życie. Kiedy po kilku latach rozłąki wróciłam do niej ze zdiagnozowaną nerwicą lękową czekały na mnie: niezrozumiałość, brak akceptacji mojego stanu, złość. Z czasem zaczęła próbować mieć nade mną władzę. Tak sobie myślę, że częściowo jej się to udało. Zaczęłam jej się tłumaczyć z każdej mojej decyzji, zaczęłam jej wszystko mówić. Potem byłam na siebie zła. Nienawidziłam się za to. Przestałam się uśmiechać i patrzeć na swoje lustrzane odbicie. Zaczęłam się siebie wstydzić. Tak bardzo chciałam by mnie pokochała prawdziwą miłością. Chciałam by dała mi tą miłość za nic, by nagle mnie zrozumiała i we mnie uwierzyła. Chciałam mieć tylko prawdziwą matkę jakiej nigdy nie miałam. 
Teraz leczę w sobie te relacje. Przetrawiam pomału każde uczucie. Jest trudno ale czuję większą ulgę. Coraz bardziej zdaję sobie sprawę z tego, że nigdy jej nie zmienię, i że nie mogę od niej już niczego oczekiwać, że ona mnie po prostu nie kocha. Ja również jej nie kocham. Zatraciła, zagrzebała żywcem we mnie uczucia jakie kiedyś do niej miałam. Była kiedyś moją najukochańszą mamusią.



Pozdrawiam
Dziewczyna z lękami

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz