Witam!
Dziś przychodzę z wpisem świeżym ponieważ stało się jak dla mnie, dziewczyny z lękami coś niesamowitego. Otóż weekend spędziłam dość aktywnie. Pogoda dopisała mimo, że popołudniami padało. No może nie licząc duchoty, która mocno dawała się we znaki.
Narzeczony zaproponował spacer w leśnej atmosferze. Oczywiście pierwsze uczucie to ogromny strach, że mi się nie uda, że nie dojdę, że będę miała problemy z powrotem do domu i tysiące innych myśli, które szybko pragnęły zawładnąć moim ciałem. Zaczęła boleć głowa, serce mocniej bić ale nagle zrobiłam coś spontanicznego, ot tak. Zaczęłam się przebierać w wygodne ubrania, poprawiłam włosy, spakowałam na drogę bułkę i mówię "no to idziemy? szykuj się bo ja jestem gotowa". Wprawiłam narzeczonego w osłupienie i samą siebie też. I wyszliśmy kupując po drodze wodę. Las mamy blisko ale nie znając tu jeszcze okolicy szliśmy troszkę w ciemno przy bardzo ruchliwej krajowej drodze. Udało nam się znaleźć ścieżkę prowadzącą nie wiadomo dokąd. Zaczęłam się denerwować, robiło mi się duszno, ciężko na klatce piersiowej, w głowie dudniło ale zaczęłam odczuwać również spokój i tak jakby spowalniały moje emocje, skołatane nerwy. W pewnym momencie poczułam się jak w górach a kiedyś sporo po nich chodziłam z ciężkim plecakiem gdzie trzymało się cały dobytek, spało byle gdzie i piło wodę ze źródeł. Spodobało mi się bardzo. Zieleń, spokój, cisza, świeże powietrze. To było to. Ścieżka miała wiele rozgałęzień ale wybraliśmy tą najbardziej naszym zdaniem atrakcyjną, Las był widny i przyjemny zapewne z racji drzew liściastych. Brak komarów, ludzi. Było super. Nabrałam chęci i werwy. Poczułam się pewniej. Tego samego dnia byliśmy jeszcze na zakupach w centrum handlowym a potem jeszcze na zakupach codziennych, spożywczych. Zrobiliśmy łącznie ok.6 km. Byłam zmęczona ale bardzo zadowolona i dumna z siebie, że mi się udało tyle przejść i tyle czasu spędzić poza domem. Dla mnie ten dzień był wyjątkowy, przyjemny. Następnego dnia również wybraliśmy się na spacer ale krótszy i w inną część lasu.ze względu na nadciągającą burzę i ogrom komarów.
Ten weekend mnie troszkę postawił na nogi, Dał mi jakąś nadzieję. Zrobiłam kolejny krok do przodu - to bardzo ważne. Spacery leśne będziemy powtarzać co tydzień. A i zaczynam walkę o siebie, o swój wygląd, samopoczucie. Będę ćwiczyć w zaciszu domowym.
Pozdrawiam
Dziewczyna z lękami
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz