Wyszukiwarka

poniedziałek, 6 lipca 2015

Dlaczego ludzie kłamią i wierzą plotkom?

Książka na chwilę poszła na bok ponieważ mój stan emocjonalny nie jest najlepszy a w dodatku zwiększył mi się lęk. Czekam na lepszy moment a wtedy wracam do czytania i pracy nad sobą.


Ale wiecie co naszła mnie taka pewna myśl... Dlaczego ludzie tak się źle zachowują wobec innych? Hmm niby to wiem bo przecież np. moi rodzice sami nie mieli dobrych wzorców ale czy serio tak nas wielu z tymi złymi wzorcami? Jakoś nigdy nie lubiłam pchać się w dziwne afery. Jeśli w nie wchodziłam to zazwyczaj dlatego, że mną manipulowano i jakby nie potrafiłam tego zobaczyć. Ale nigdy nie wymyślałam sama niestworzonych historii, nie wpieprzałam się z buciorami w czyjeś życie, nie żyłam non stop życiem innych, nie dogryzałam innym, nie pokazywałam "spójrzcie na mnie bo ja jestem kimś a ty nikim". W swojej rodzinie takowych osób miałam/mam wiele. Dzięki pracy nad sobą potrafię je rozpoznawać, jest to dla mnie coraz łatwiejsze i pomalutku od nich się odcinałam. Jednak całkiem niedawno, no może jakieś 2 lata temu i w sumie poniekąd ciągnie się to dziś ale za moimi plecami. Pod przykrywką dobroci, akceptacji mnie i otwartości a także miłych słówek zostałam wykorzystana. Stało się coś okropnego. Zwierzyłam się z wielu bardzo intymnych spraw, opowiedziałam wiele ze swojego życia. Po czym zostałam obsmarowana do innych  i to z każdej strony. Zostało wiele zmienione, dodane. Stałam się  nagle okropna, zła, nieznośna, paniusią, która wykorzystuje innych, osoba, której nie wolno ufać, itd, itd. To było bardzo przykre i mega bolesne. Przypomniało mi to również moją bliższą/dalszą rodzinę a konkretniej kuzynkę i ciotki (siostry mojej matki), które postępowały podobnie. Ciągle się wtrącały, wymyślały i tym samy siały wielki zamęt krzywdząc wszystkich dookoła.
I tak się zastanawiam. Dlaczego ludzie tak się zachowują? Dlaczego nie potrafią żyć prawdą i w normalności? Nie przyjmują słów innych, nie słuchają, nie myślą a tylko krzywdzą i syczą jadem. Podpierają się domysłami i wymysłami. Słuchają plotek wyssanych z palca albo same/sami je tworzą. Ile razy byłam szykanowana, wyzywana, poniżana czy upadlana. Bo dosłownie tak się czułam. Słowa często ranią bardziej. Bardzo to smutne :(


środa, 1 lipca 2015

Wewnętrzne dziecko #2


Postanowiłam dalej pracować z książką J. Bradshaw'a. I zaczęły się takie jakby testy a konkretniej pytania na każdym szczeblu wewnętrznego dziecka. Pytania te mają pomóc mi dostrzec z czym obecnie mam problem. Jest to bardzo fajnie podzielone i pokazane co i jaki ma wpływ na nasze dorosłe życie w okresie np. niemowlęcym. Ten okres jest oczywiście tym pierwszym do przerobienia. Miałam przypomnieć sobie jak najwięcej z okresu 0-9 miesięcy. Niestety nie pamiętam nic, kompletnie nic. Kolejny etap to 9-18 miesięcy. Tu również pustka. Nie pamiętam swojego życia gdzieś do 3-5 roku. Dopiero z tego czasu mam jakieś obrazy. Widzę w nich miejsca, ludzi, meble, nawet bywają kolory czy jakieś krótkie rozmowy, pewne zachowania, zwierzęta, różne sytuacje. Nie przypominam sobie uczuć. To okolice okresu przedszkolnego czyli wg książki 3-6 lat. Tu dzieje się już coś. Także etap ciężkiej pracy zaczyna się od tego momentu. Bo poprzednie okresy można powiedzieć, że przeleciałam z kartkami bez większej pracy. No bo jak nic nie pamiętam to nie mam praktycznie żadnych związanych z tym emocji. Zapowiada się ciekawie, intensywnie. Nie powiem, że idę dalej z odwagą bo nie idę. Boję się tego co się pojawi, co poczuję i pewnie będę tu sobie wylewać swoje żale i inne uczucia. Tak by tego nie trzymać w sobie, by na nowo nic nie tłumić.

Nie wiem czy to ma związek już z przerabianiem tejże książki ale dziś praktycznie cały dzień coś robię. Od rana mam sporo domowych zajęć. Wynalazłam sobie takie moje nowe hobby, zajęcie i dziś  je wykonywałam. A co najlepsze umalowałam pazury na czerwony, w zasadzie bordowy kolor i nawet nie czuję się z nimi źle. To dla mnie kolejny sukces bo ja unikam kolorów, które są mocno widoczne, unikam malowania paznokci. Robię to tylko jakimś bezbarwnym lakierem albo w kolorze mocno cielistym. Tak by był niewidoczny. Poza tym z nerwów często obgryzam paznokcie :/ Wstydzę się tego prze okrutnie no ale to też mój problem. A dziś je wymalowałam i wiecie co...poczułam się kobieco :) Tak bardzo kobieco, że teraz ryczę. Dawno, chyba nigdy nie czułam się kobietą. Zawsze traktowano mnie jak głupiego dzieciaka, nawet wtedy kiedy miałam niespełna 30 lat i przez to czułam się właśnie jak głupiutkie dziecko, jak niedojrzała dziewucha. Jak ktoś kim można dyrygować. Dziś inaczej, dziś jestem kobietą. JESTEM KOBIETĄ! :) JESTEM KOBIETĄ! :)
HURRRA NARESZCIE JESTEM KOBIETĄ!