Witam!
Narkotyki to kolejne zło w moim życiu. Może i nie trwało to zbyt długo ale i tak nie było dobrym rozwiązaniem. Amfetamina była moim ulubionym narkotykiem. Próbowałam jeszcze marihuanę ale ona mnie jakoś nie kręciła. Pierwsze wciągnięcie amfy z czystej ciekawości i w małej ilości - jak się będę po niej czuła. Czułam się o dziwo dobrze, no może czułam lekki i dziwny zawrót głowy ale piłam wtedy także alkohol więc ta mieszanka mogła być powodem tego. Oczywiście miałam zmienione oczy no i dużo mówiłam. Potem długo, długo nic nie brałam. Kolejne "podejścia" do amfetaminy były jakiś czas po drugim gwałcie. Obracałam się wtedy w towarzystwie gdzie absolutnie nie było problemu z dostępem do nich. Albo znajomi częstowali albo samemu można było kupić. Wciągałam dość sporo, poprawiałam alkoholem. Świetnie się wówczas bawiłam, byłam rozluźniona i uwielbiałam dyskutować, śmiać się. "Zabawy" z taką mieszanką alkoholowo-narkotykową trwały około roku, może dłużej. Zmieniałam tylko czasem znajomych ale na kolejnych takich co to również lubili lub posiadali narkotyki. Zaczęły przychodzić momenty, że kompletnie urywał mi się film. Zasypiałam z miejsca nie kontaktując co dzieje się dookoła. Kilka razy myślano, że coś mi się poważniejszego dzieje. Duże ilości alkoholu (piwa i wódka) zmieszane z amfetaminą, małą ilością snu i praktycznie brakiem jedzenia robiły swoje. Mało spałam i mało jadłam przez amfetaminę. Nikt z najbliższych (matka, ojciec) nie wiedzieli, że coś biorę. Wiedzieli i widzieli, że dużo piję ale na tym się kończyło. Pamiętam, że raz miałam bardzo poważną sytuację ze zdrowiem ale nikomu nic powiedziałam. Miałam okropną biegunkę i czułam się fatalnie, serce biło okropnie szybko jakby chciało wyskoczyć i było mi bardzo gorąco. Nie ma co ukrywać, że nadmiar tych świństw robił swoje.
Przełom nastąpił wraz z kilkumiesięcznym wyjazdem do pracy, do innego kraju. Początkowo, pierwsze dni byłam jeszcze pod wpływem amfetaminy (którą ostatnim razem zażyłam w toalecie na stacji benzynowej tuż przy granicy w drodze oczywiście do tego kraju) i miewałam nawet omamy. Kiedy tam chciałam zakupić sobie amfetaminę jeden z polaków, który również miał z tym problem odradził mi. Powiedział, że mi nie załatwi bo to co w tym kraju mają jest tak mocne, że wpadnę w jeszcze gorsze dno. Opowiedział mi również o tym jak sam po narkotykach trafił do szpitala. I to mi naprawdę pomogło. Zajęłam się pracą i przestałam myśleć o amfetaminie. Po powrocie wciągnęłam jeszcze tylko raz na imprezie powitalnej i na tym się skończyło.
Co dało mi branie tego świństwa? Nic! Bo nawet pomimo świetnej zabawy, dobrego nastroju i wielu wówczas znajomych problemy istniały nadal i jakieś życie, którym nigdy nie żyłam. Mogło to się bardzo źle dla mnie skończyć i to wielokrotnie. Myślę, że branie wtedy amfy ma jednak skutki uboczne na mojej psychice, w moim mózgu, które są widoczne teraz. Cieszę się, że i ten problem mam za sobą, że sama potrafiłam sobie z tym poradzić
Pozdrawiam
Dziewczyna z lękami
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz