Wyszukiwarka

wtorek, 8 lipca 2014

Relacje z ojcem

Witam!


Obecnie nie utrzymuję żadnych kontaktów z moim ojcem. Nie tylko dlatego, że mam lęki i nie jestem w stanie do niego pojechać ale również dlatego, że nie chcę. Nie potrzebuję z nim rozmów. Nie chcę udawać, że jesteśmy wspaniałą kochającą się rodziną. 
Kilka lat temu kiedy jeszcze od czasu do czasu odwiedzałam ojca w mieście obok zauważyłam, że dziwnie się zachowuje, dziwnie mówi. Fakt, że zazwyczaj był wtedy pod wpływem alkoholu ale czuła, że coś jest nie tak. W między czasie trafił do szpitala ponieważ prawdopodobnie go ktoś pobił. Dla mnie to wyglądało na zwykłe przewrócenie się po upojeniu alkoholowym. I tak zaczęła się seria udarów mózgowych i pogarszający się stan zdrowia u mojego ojca. Pierwszy jego udar był ok.12 lat temu ale po nim szybko doszedł do formy. I prócz skoków ciśnienia w zasadzie nic się nie działo aż do tego momentu. Zaczęłam zajmować się ojcem jak tylko umiałam. Było mi trudno bo raz, że bałam się wielu wizyt u lekarzy, ciągłych kontaktów z innymi ludźmi i częstego bywania w szpitalach to po drugie musiałam prosić się matki by mnie podwoziła, zawoziła i czekała na mnie. Ojciec trafiał mniej więcej raz na miesiąc do szpitala. Jego stan zdrowia bardzo się pogorszył. Miał problemy z rozumieniem tego co się dzieje dookoła niego i z nim. Nie umiał wykonywać niektórych czynności samodzielnie. Miał problemy z myciem się, robieniem jedzenia, braniem leków. Mówił coraz mniej wyraźnie no i lewa jak i zresztą prawa strona ciała uległy pogorszeniu. Miał gorszą władzę w rękach i troszkę powłóczył jedną nogą. Załatwiłam mu większe pieniążki z MOPS-u, wystarałam się o 1 stopień grupy inwalidzkiej i załatwiłam mu pobyt w placówce - dom pomocy społecznej. Były to spore schody do pokonania. Wszędzie musiałam tłumaczyć w jakiej sama jestem sytuacji również tej zdrowotnej, że moje stosunki nie są z ojcem dobre, że mnie nie stać na jego utrzymanie, że sama nie mam na własność mieszkania. O dziwo wszyscy byli mi przychylni i bardzo mi pomogli. Zrobiłam co uważałam za słuszne. Chciałam i pomogłam mu na tyle na ile mogłam. I wiem, że zrobiłam dużo a może nawet więcej.

Z dzieciństwa ojca pamiętam mało. Wiem, że gdzieś tam bywał w moim życiu. Nagrywał na kasetę magnetofonową jak śpiewałam. Ale tylko on mógł używać mikrofonu. Było wiele rzeczy, które mógł robić tylko on i nikt więcej. Miał swój własny pokoik zamykany na klucz i rzadko mógł tam wchodzić ktokolwiek Wiem, że była tam ława, fotele i książki. Byłam tam kilka razy ale tylko przy nim. Pamiętam również rodzinne wycieczki pociągiem czy potem maluchem. Zwiedzaliśmy Kraków, jeździliśmy nad Wisłę pod namioty. Od ok.6 lat w głowie mam więcej wspomnień. Ojciec często pił, imprezował, wyjeżdżał gdzieś bez nas, swojej rodziny. Bił i wyzywał matkę. Poniżał ją, karcił, zakazywał, nakazywał i straszył ją. Mówił "tylko ucieknij a Cię zabiję". Robił to na naszych oczach, na oczach dzieci. Raz pamiętam jak mnie popchnął. Stanęłam wtedy w obronie matki. Bardzo się wtedy bałam, płakałam i krzyczałam. Bałam się, że on ją wtedy zabije. Często moja matka płakała przez niego. Nie miała w nim oparcia. Kolejne lata to była coraz większa świadomość tego co się dzieje w okół mnie. Ojciec pił cały czas. Myślę, że miał z tym spory problem.  Wiem, że zdradzał moją matkę. Wiem, że jego pieniądze były tylko jego. Chował pieniądze, chował różne rzeczy (kiedyś firmy rozdawały swoim pracownikom ręczniki i inne rzeczy). Chował i dzielił jedzenie. Sobie kupował lepsze lub odkładał większe kawałki. Nigdy nie miał pieniędzy dla reszty swojej rodziny. Uważał się za najlepszego człowieka, za inteligentnego, prawego i uczciwego. Nie przypominam sobie by mówił o miłości, by mówił do nas, że nas kocha. Lekceważył innych. Miał ludzi za wrogów. Nie wspierał nas. Nie mówił co jest dobre a co złe. Nie uczył nas jak żyć, jak być dobrymi ludźmi, jak traktować innych. Nie uczył nas jak odnosić sukces, jak spełniać swoje marzenia. Cóż z tego, że czasem były wycieczki w góry, na mazury czy gdziekolwiek w Polskę jak nie było poczucia bezpieczeństwa i tej ojcowskiej miłości. Kiedy byłam już dorosłą kobietą pracującą na własne utrzymanie powiedział mi "jesteś gówniarą i co Ty możesz wiedzieć". Chciał mieć nad każdym kontrolę. Wiem, że mnie ani mojego brata nie kochał. ja jego też nie kocham. Czy mam do niego żal? Dzięki zerwaniu wszelakich kontaktów przestałam nim się przejmować, wyrzuciłam go z własnej głowy. Przestałam myśleć o tym jakim był człowiekiem.  Jest mi teraz obojętny. 



Pozdrawiam
Dziewczyna z lękami

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz