Wyszukiwarka

poniedziałek, 23 marca 2015

Autoterapia i ból

Witam.


Tak jak pisałam terapia, ta ostatnia nie wpływała na mnie najlepiej. Postanowiłam spróbować zawalczyć o siebie. Zaczęłam przeczesywać internet w poszukiwaniu...no właśnie czego? W poszukiwaniu czegoś co wskaże mi drogę. Serio...tego właśnie szukałam. Troszkę na oślep, troszkę z nadzieją. Wiedziałam, że nie mogę popaść w depresję, wiedziałam, że albo teraz albo nigdy. Wiedziałam również czym jest moja nerwica i z poprzednich terapii (z przed dwóch lat) zaczęłam przypominać sobie pewne sugestie, wskazówki - wszystko to nad czym pracowałam. Kupiłam kilka książek psychologicznych i zaczęłam je uważnie studiować. 
Największym przełomem była dla mnie książka Allice Miller "Bunt ciała" oraz "Zaufaj ciału. Ćwiczenia, które uwalniają traumę, stres i emocje (TRE)" David Berceli.. Ta pierwsza szybko poszła w kąt po przeczytaniu kilku informacji, które mnie zszokowały, które sprawiły, że moje dotychczasowe myślenie mogło okazać się błędem, że moje postrzeganie nie było tak do końca "zdrowe", wolne od schematów, którymi mnie karmiono przez wiele lat. Nie umiałam tego przełknąć stąd jej chwilowe odrzucenie. Natomiast książka David'a dała mi namiastkę nadziei. W ćwiczeniach TRE dostrzegłam jakieś światełko a opis reakcji ciała na traumatyczne wydarzenia spowodował, że poczułam się tak mocno rozumiana ale też, że sama zrozumiałam swoje pewne uczucia, zachowania, objawy. TRE wykonałam sama tylko raz jednak po nich bardzo uwolnił się mój lęk, który nie dawał mi spokoju przez tydzień może dwa. Byłam na za dwa miesiące zapisana na takie ćwiczenia z doświadczoną "instruktorką". W między czasie okazało się, że już ich nie potrzebuję, przynajmniej nie w tej chwili.
Wracając do książki psychoterapeutki A. Miller odkrywałam w sobie coraz więcej. Zrozumiałam pewny chory schemat, którym karmiono mnie, a którym wcześniej karmieni byli moi rodzice. To zrozumienie pomogło mi w pracy nad sobą otwierając kolejny poziom mojej autoterapii. Nie wybaczyłam im i nie uważam by to było jakimś obowiązkiem lub aby to było konieczne w uzdrowieniu. Natomiast potrafiłam sama przeprosić kogoś kogo zraniłam. Zaczęłam otwierać się przed sobą samą. Czytając tą książkę dużo płakałam, często kiwałam głową bo informacje tam zawarte były mi tak bliskie, takie moje. Nie miałam pojęcia pewnym zachowaniom, pewnym reakcjom naszego ciała, organizmu, myśli, uczuć. To mi się po prostu zaczęło składać w jedną całość. Ból jaki mi towarzyszył był okropny. Bolało mnie ciało, psychika. Towarzyszyło mi okropne cierpienie wydarzeń z przeszłości. Wróciły wspomnienia, niektóre bardzo realistyczne. Po raz pierwszy złapałam kontakt ze swoim wewnętrznym dzieckiem. Ta mała Ja bardzo cierpiała. Potrzebowała wsparcia, miłości, zrozumienia, ciepła, wytłumaczenia, przytulenia ale czasem ta mała Ja dawała wsparcie mnie dorosłej. Kiedy to wspominam to było niezwykłe doświadczenie. Niejednokrotnie chciałam się schować, uciec jak najdalej przed sobą samą, przed tymi wspomnieniami, uczuciami. Ale brnęłam w to. Jakaś siła we mnie mówiła idź, co będzie to będzie. I wchodziłam coraz głębiej na trzęsących się nogach. 
   Któregoś dnia, nawet nie wiem kiedy zauważyłam, że przestało już tak bardzo boleć, że wyjścia z mieszkania z kimś (z partnerem) nie są już dla mnie problematyczne, że zniknęły zawroty głowy, że ja sama zaczęłam innym stawiać wyraźne granice. Dostrzegłam nagle ile zmian we mnie nastąpiło. Te zmiany nie były tylko z tych ostatnich intensywnych miesięcy ale z całego okresu kiedy to po raz pierwszy trafiłam na moją pierwszą terapię.



Pozdrawiam
Dziewczyna z lękami

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz